piątek, 28 listopada 2014

Carolina Herrera de Báez



Częstotliwość  pisania notek na tym blogu jest naprawdę imponująca :) Wynika z braku czasu, ale też mojego głupiego perfekcjonizmu który wmawia mi, że jeśli już coś piszę to musi to być bezbłędne, wyczerpujące i uprzedzać wszystkie potencjalne pytania i wątpliwości. Polecam taką postawę jeśli chcecie nic w życiu nie zrobić:P Dziś jednak postanowiłam wrzucić na luz i tak sobie niezobowiązująco pogdybać na temat typu urody pewnej pani i przedstawić moje niezwiązane z analizą przemyślenia będące skutkiem ubocznym tego gdybania:)
                                
                           


Dzisiejsza bohaterka jeszcze do wczoraj była mi nieznana, a poznałam ją dzięki pewnej Wspaniałej P (klik).:) (buziakuję jeśli to czytasz:)). Otóż P. Przesłała mi link do zbioru zdjęć Caroliny Herrery Baez twierdząc, że jej ją przypominam. Hm, kolorystycznie na pewno mamy dużo wspólnego, jednak poza tym mam wrażenie, że ja nie mam w sobie zupełnie eteryczności Caroliny, nie ten klimat (sorry). Zresztą sami oceńcie:

Ja i Carolina, uderzające podobieństwo:)

                                

Kolejną kwestią która mnie zastanowiła było: czy jeśli moje podobieństwo do Caroliny jest więcej niż kolorystyczne, to czy to dobrze czy źle? Czy Carolina jest w ogóle ładna?  I czy  "ładna" to rzeczywiście (poza "piękną" oczywiście:)) najlepszy komplement jaki możemy otrzymać na temat wyglądu?

Tak jak P. zauważyła (i ja się z tym zgadzam), o urodzie Caroliny można powiedzieć bardzo dużo rzeczy: jest ciekawa, tajemnicza, eteryczna, poetycka, niecukierkowa, elegancka, zastanawiająca, niejednoznaczna – no, i  dopiero teraz dodałabym – i całkiem ładna. Na widok np. tej pani
Olivia Holt
                                                 
przychodzi mi do głowy tylko jedno określenie – śliczna. I może jeszcze: ładnie umalowana i zadbana. Tym samym mam do moich ewentualnych czytelniczek pytanie: jak wolałybyście wyglądać? I który z tych dwóch komplementów wolałybyście usłyszeć, gdybyście mogły wybrać tylko jeden na całe życie?
Wydaje mi się, że to właśnie Olivię większość osób uznałoby za atrakcyjniejszą i że to ona lepiej wpisuje się w obecne kanony urody. Pokuszę się tu o krótki i bardzo subiektywny  szkic  aktualnego, „idealnego” modelu urody kobiecej w świecie zachodnim, bazując na tych cechach urody, które w moim odczuciu są najmocniej promowane. Typy będą dwa:
              -„modelkowy” – bardzo młode dziewczyny o świeżych  i „niezapisanych” buziach – „niezapisany” oznacza dla mnie, że twarz nie sugeruje charakteru, nastroju czy indywidualności dziewczyny, dzięki czemu łatwo ją ucharakteryzować zarówno na słodkiego aniołka jak i demona, jest trochę jak niezamalowane płótno;  rysy twarzy regularne, ładne, ale nie powalająco piękne (może dlatego, że trudno by twarz zbyt młoda lub pozbawiona  emocji była piękna). Oczywiście bardzo szczupła. Pewną odmianą tego typu jest posiadanie jakiejś cechy szczególnej, powszechnie uważanej za niedoskonałość, np. diastema, bardzo szeroki rozstaw oczu, silnie zarysowana szczęka.
             - „śliczny”  tudzież „unowocześniony  i odchudzony pin-up” – czyli: duże oczy z kącikami uniesionymi do góry i wywiniętymi rzęsami, wysoko zarysowane brwi, mały zaokrąglony nosek, pełne usta, równiutkie zęby. Typ urody raczej ciepły, długie włosy, cera lekko opalona.  Sylwetka szczupła, ale, w przeciwieństwie do modelek, musi być kobieca. Tutaj „cechy charakterystyczne” raczej nie przejdą.


Tak z mojej strony wygląda mainstream mainstreamu, oczywiście trochę to się różni w Europie i Ameryce, wyłamujące się z tego schematu indywidualności też bywają uznawane za piękne – w tej grupie są zwłaszcza dojrzalsze kobiety nie próbujące upodobnić się do nastolatek i mające swój styl, ale na tle tych powyższych dwóch grup to jest już jednak trochę nisza.
Co z tego wynika? Zakładając że moja ocena sytuacji jest prawidłowa, to niestety jak na dzisiejsze czasy jestem, hm, „nieidealna” delikatnie mówiąc. Carolina Herrera chyba też. Czy jest to powód żeby usiąść i płakać:) ? Zobaczmy na przykładzie Caroliny (bo moja garderoba nie jest taka fajna:))
Tytułem wstępu: przeglądając zdjęcia C.H. nie znalazłam ANI JEDNEGO na którym byłaby źle ubrana. Zarówno pod względem kolorystycznym jak i jeśli chodzi o kroje i gust. „Najgorsze” stylizacje (oceniam tylko dobór kolorów) jakie znalazłam to te:

W brązie IMHO jednak nie oto chodzi (miałam pokazac o co, ale blogger mnie już zanadto wkurza), ale sukienka jest tak super, że też bym w niej chodziła chociaż też nie mój kolor:)

 
trochę nijako
co, biorąc pod uwagę że mogłabym wymienić kilka „gwiazd” które w swoich najlepszych strojach nie wyglądały tak dobrze jak C.H. w najmniej dopasowanych (podkreślam jeszcze raz, że kolorystycznie tylko), czyni z naszej bohaterki dnia chodzący ideał i arbitr.. – arbitrzynię (?) elegancji i dobrego smaku:)
Jakim typem jest Carolina? Tak jak pisałam na początku, nie zamierzam się spinać i spędzać pół nocy robiąc eksperymenty w programach graficznych, raczej otworzę mym wiernym i rozlicznym czytelnikom pole interpretacyjne za pomocą porównań:P

Carolina ma ciemne włosy, szaroniebieskie oczy i dość jasną cerę – na pewno jest zimą lub latem, dostępne opcje do takiej charakterystyki to:
-kontrastowa zima
-chłodna zima
-chłodne lato
-przygaszone lato (ciemnowłose, taka jakby „soft winter”*)

Porównajmy zatem Carolinę do przedstawicielek powyższych typów urody:


KONTRASTOWA ZIMA


Carolina i Lauren Millen. Akurat tu wyraźnie widać że kontrast między skórą, włosami i oczami u Caroliny jest dużo mniejszy, choć oczywiście jedno zdjęcie niczego nie przesądza. Na innych zdjęciach jednak widać też, że oczy C.H. są jakby „zamglone”, a jej cera poznaczona brązowawymi piegami, podczas gdy Kontrastowa Zima, to „najświeższy” typ, oczy powinny być przejrzyste, a cera gładka , więc zbyt wiele rzeczy się nie zgadza.

CHŁODNA ZIMA


Carolina i Courtney Cox. Chłodna Zima to był mój pierwszy strzał gdy zobaczyłam zdjęcia Caroliny i to zestawienie je potwierdza, choć, tak jak w sytuacji powyżej niczego jeszcze nie dowodzi. Za „chłodnozimowością” Caroliny przemawia fakt, że jest jej pięknie w czerni, bieli i jej zestawieniach, a także w czystej fuksji, jednym z najlepszych dla tego rodzaju urody kolorów. Wątpliwości mam tylko dlatego, że jest w niej coś delikatnego, Zimy postrzegam na ogół jako bardziej „ostre”.

CHŁODNE LATO